Biarritz
Można w tym miejscu przytoczyć elegancką historie o tym, jak połowa XIX-wiecznej europejskiej arystokracji zjeżdżała tu, jak na przykład Eugenia i Napoleon III którzy uczynili z tej dawnej osady wielorybniczej królewski kurort, a wzdłuż klifów wyrastały imponujące przepychem wille.
Bla, bla, bla… Zatrzymajmy się na chwilę.
Luksusowy kurort? Dla wielu pewnie tak. Ale dla nas Biarritz to przede wszystkim styl życia, na który stać każdego, kto potrafi docenić proste rzeczy. Nie trzeba mieszkać w Hotelu de Palais, chodzić do drogich restauracji ani robić zakupów w markowych sklepach. Wystarczy przejść się wzdłuż wybrzeża od Latarni Morskiej przez Grande Plage, historyczny Port des Pêcheurs, Skałe Dziewicy (Rocher de la Vierge) , zatokę z niewielką ale jak urokliwą plażą Port Vieux, zobaczyć Wille Belza, a finałem może być rozległa Plaża Basków z mnóstwem surferów.
Nic nie równa się z tutejszym zachodom słońca, czy to w formie pikniku na szumiącej Grande Plage, czy cichego wieczoru na ławce z widokiem na podświetloną Skałę Dziewicy.
Uwaga na plażowych złodziei : Tutejsze ptaki morskie są niezwykle cwane i przez zostawiane przez turystów jedzenie straciły wszelki respekt. Trzymajcie przekąski blisko siebie i patrzcie czasem w górę!
Z ciekawostek w czasie jednego ze spacerów mewa ukradła mi loda, wygląda na to że one preferują blondynki, obok z lodem szedł Michał i jego ta dość osobliwa kradzież ominęła. No i oczywiście nie patrzyliśmy w górę, podczas jednego z pikników i zostaliśmy „oznaczeni”. Ptaki są dość okazałe więc oprócz „oznaczenia” nas, oznaczony został również nasz koc. Historie takie nie są częste, ale możliwe. Nam się to przydarzyło tylko raz, procentowo jak na 21 lat mieszkania tutaj, to nawet spoko.






